Chaos w pracy

Dzisiejszy dzień uratowała mi… tablica korkowa, która wisi w holu naszego biurowca. Zaraz po przyjściu do pracy okazało się, że wskoczyło mi jedno nowe spotkanie o 14. Takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko, ponieważ zazwyczaj mam umówione spotkania na kilka dni do przodu. Prawdopodobnie jest to związane z tym, że wyrobiłem już sobie pozycję na rynku i spotkania biznesowe ze mną praktycznie zawsze są dużym sukcesem. korkowy-recykling-Ktoś mógłby pomyśleć, że się przechwalam ;] ale co mogę poradzić na to, że po prostu jestem dobry w tym co robię. Mam to szczęście, że lubię to co robię więc najprawdopodobniej bardzo pomaga mi to we wspinaniu się na coraz to wyższy szczebel kariery. No ale nie o tym miało być ;]. Około południa sprawdziłem swój grafik i stwierdziłem, że mam jeszcze jedno spotkanie i w zasadzie mogę lecieć do domu. Potwierdziłem umówione spotkanie u naszej sekretarki i poszedłem na lunch z kolegą z biura. Po przerwie zostało mi jeszcze dwadzieścia minut więc postanowiłem sprawdzić wszystkie przygotowane przeze mnie dokumenty i w myślach przeanalizowałem spotkanie krok po kroku. Z natury jestem osobą bardzo dokładną i punktualną więc zawsze staram się dobrze przygotować do swoich spotkań tak aby nic nie mogło mnie zaskoczyć. Podobnie jak inne spotkania biznesowe ze mną, to także przebiegło dokładnie tak jak chciałem. Klient wyszedł zadowolony więc z pozytywnym nastroju opuściłem salę konferencyjną i udałem się do swojego biura. Przed wyjściem z pracy miałem jeszcze dogadać mój grafik z sekretarką ale akurat jej nie było więc postanowiłem przełożyć to na następny dzień. Mijając w holu kolegę delikatnie oparłem się o tablicę korkową, która z impetem spadła mi na stopę. Nie było to przyjemne doświadczenie ale jak tylko schyliłem się aby ją podnieść spojrzałem na wiszącą na niej ulotkę pewnej firmy. To była firma, która zadzwoniła w ostatniej chwili, żeby umówić się ze mną na spotkanie. W sekundę zorientowałem się, że zapomniałem o tym spotkaniu! Powiesiłem tablicę na miejsce i w duchu uśmiechnąłem się do niej ;]. Jakby nie było, uratowała mi dzień bo zapewne przypomniał bym sobie o spotkaniu dopiero w domu… . Jest tak powiedzenie ‚złośliwość rzeczy martwych’ – dzisiaj ta złośliwość okazała się bardzo przydatna.