Co zjeść w pracy?

Dziś będzie o jedzeniu. A dokładnie o jedzeniu w pracy. Bo przecież trudno wysiedzieć osiem godzin o pustym żołądku. Do wyboru mamy trzy opcje: przynoszenie własnych posiłków z domu, jedzenie na mieście, czy dostawę do firmy. W poniższym wpisie skupię się na trzeciej z nich.

Każda z wymienionych alternatyw ma swoje plusy i minusy. Obiady przyniesione z domu wydają się być rozwiązaniem najzdrowszym i najtańszym. Ale codziennie targanie ze sobą słoików, czy pojemników może już okazać się mało komfortowe, zwłaszcza, jeśli do pracy podróżujemy komunikacją zbiorową, lub pieszo. Jedzenie na mieście pozwala na chwilę oderwać się od firmowej rzeczywistości. Lunch może też być okazją do spotkania z klientem i upieczenia przysłowiowych dwóch pieczeni na jednym ruszcie. Ale nie każdego stać na to, by codziennie jadać w restauracjach, do tego czekając na obiad możemy stracić sporo czasu. Osobiście najczęściej decyduję się na trzecią z opcji, czyli dostawę bezpośrednio do miejsca pracy. Nie jest to drogie rozwiązanie, do tego pozwala ono zaoszczędzić czas. I wcale nie skazuje nas na żywieniową monotonię.

Na początek obalę tezę, ze zamawiane jedzenie musi być niezdrowe. Na rynku nie brakuje firm oferujących na dowóz domowe obiady. Codziennie rano przesyłają do biur faksem menu na dany dzień i do określonej godziny czekają na zamówienia. Następnie około 12-13 realizują dostawy. Wybór dań jest ciekawy, ceny przystępne, a i nie zdarzyło mi się jeszcze, by posiłek przyjechał zimny.

Jedna z popularniejszych opcji jest pizza. Można się złożyć w dwie-trzy osoby, a i zmywać po tym nie trzeba, bo można zjeść bezpośrednio z kartonu. Ale warto pamiętać, by mieć drobne pieniądze, bo dostawca ma zazwyczaj przy sobie nie więcej, jak 20 złotych, a przynajmniej tak twierdzi 😉 Ostatnio coraz większą popularnością cieszy się także sushi. Osobiście polecam – smaczne, sycące i nawet, jeśli kierowca utknie w korku, to nie ma obaw, ze wystygnie 🙂