Kalendarze ścienne drogą do urlopu

Wchodzę wczoraj do pracy, zmierzam w kierunku mojego biura, a tam co? Sterta kalendarzy ściennych na moim biurku. Rozumiem, dwa, trzy kalendarze ale około stu?! Pytam sekretarkę co to robi na moim biurku, a ona jak zwykle uśmiecha się i kieruje mnie do szefa. Zazwyczaj tak jest. Czasem zastanawiam się co ona w ogóle tam robi. No, może z wyjątkiem odbierania telefonów. urlopPopędziłem do szefa i pytam o co chodzi z tą stertą kalendarzy ściennych na moim blacie. Na co mój szef, że mam je rozdać wszystkim pracownikom piętro niżej (stażyści) bo od dziś jestem ich mentorem. Kalendarze ścienne to taki drobny upominek na powitanie od naszej firmy. Później dostanę jeszcze długopisy i notatniki. Nie zastanawiając się długo pytam szefa dlaczego to akurat ja mam się zająć bandą tych dzieciaków skoro mam całą masę ważnych projektów na głowie i totalny brak czasu?! Nie trudno zgadnąć co mi odpowiedział. Jestem tu jednym z najlepszych, a od kogo mają się uczyć niedoświadczeni stażyści jak właśnie nie od najlepszych. Czcze gadanie szefa, pomyślałem i postanowiłem nie dać za wygraną więc zapytałem o rekompensatę. W końcu takie niańczenie zabierze mi dużo czasu więc najprawdopodobniej będę musiał zostawać po godzinach, żeby dopracować swoje projekty. Będę wykończony i stawka za nadgodziny mnie nie uratuje. Wspaniałomyślnie szef zaproponował, że dostanę w zamian kilka dodatkowych dni wolnych, które będę mógł wykorzystać po zimie. Powiesiłem sobie jeden kalendarz ścienny u siebie w biurze i zaznaczyłam kilka marcowych dni na urlop!