Limit pecha wyczerpany

Dzisiejszy dzień to chyba jeden z najbardziej pechowych jakie było mi dane mieć w ostatnich dziesięciu latach. Jak zawsze wstałem dziesięć po szóstej i leniwie poczołgałem się do łazienki. Opłukałem twarz, wyciągnąłem szczoteczkę do zębów i sięgnąłem po pastę, a tam NIC. No właśnie nic. Zapomniałem, żeby kupić pastę. Co pozostało mi do zrobienia? pechowy limitSpakować do teczki szczoteczkę i umyć zęby w firmie. Pomyślałem jedynie, że to nic takiego i uśmiechnąłem się sam do siebie. Zjadłem śniadanie, wypiłem kawę i poszedłem do samochodu. Tuż przed wjazdem na parking co się stało? Złapałem gumę. Nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Jeszcze nigdy nie złapałem gumy, a tu proszę. Na wjeździe na parking! Musiałem zadzwonić do firmy, uprzedzić, że się spóźnię i zmienić oponę. Zajęło mi to gdzieś z 30 minut i niestety nieźle sęi ubrudziłem. Po zmianie opony pomyślałem sobie, że to chyba mój dzisiejszy limit na pecha i pewnie nic już gorszego się nie wydarzy. Ach, jak się myliłem. Po południu zadzwonił do mnie jeden z klientów i oburzony uprzedził, że zamierza zakończyć z nami współpracę bo nie dotrzymałem terminu zakończenia projektu. Co do diaska się dzieje?! Jak to nie dotrzymałem terminu. Maila z podsumowaniem wysłałem chyba z tydzień temu czyli tydzień przed terminem! Pół dnia zeszło mi na tłumaczeniu i przekonywaniu klienta, że musiał to być błąd programu, systemu lub też skrzynki mailowej, zanim udało się z nim porozumieć. Przyznam, że na koniec dnia wsiadając do samochodu miałem duże obawy czy zaraz nie przytrafi mi się kolejna pechowa sytuacja ale na szczęście dotarłem do domu cały i zdrowy. Ten dzień tak mnie wykończył i był taki ciekawy, że postanowiłem się nim z wami podzielić. Mam nadzieję, że nikt z was nie ma takiego „szczęścia” jak ja! Ciekawe co powinienem zrobić trzynastego w piątek ;).