Makro spotkanie

Wybyłem (ostatnio) na wyjezd integracyjnym, tak zwany „pracowy” wyjazd. Początkowo to była nuda, autokar, żmudna podróż, przestoje, szukanie miejsca, itp… Ale w końcu dojechaliśmy. Okazało się, że nie daleko jest kilka sklepów w tym Makro,  tak „makro cash and carry”. Dlaczego o tym wspominam dowiecie się później. Pierwszego dnia urządziliśmy sobie grilla w party w grill barze. Było przednio, były napoje wyskokowe, były tańce i dobra zabawa. Rano jak wstaliśmy wpadliśmy w kilka osób na pomysł by pójść do tego dużego sklepu, o którym wyżej wspomniałem i zrobić jakieś większe zakupy. W końcu mieliśmy tutaj spędzić ponad tydzień. Po kawie i papierosie (tak wiem, zdrowo) zabraliśmy się i ruszyliśmy na wycieczkę. Okazało się to nie lada problemem, jako że Makro jak to bywa jest hurtownią, do której się nie przychodzi a przyjeżdża. My szliśmy, chodnika nie było, były tylko jakieś krzaki i zarośla z ledwie widoczną ścieżką. W końcu przebiliśmy się i naszym oczom ukazał się wielki baner „Makro cash and carry”. Był naprawdę ogromny, zastanawialiśmy się chwile dlaczego jest taki duży i jest tak nisko, ale to było tylko złudzenie gdyż staliśmy na górze i nie był tak nisko jak najpierw sadziliśmy. Aczkolwiek rozmiary miał w dalszym ciągu imponujące. Dobra, widzimy wejście, jest bankomat!, jest dobrze :). Koledzy nie czekając aż wybiorę kasę z bankomatu pędzą do środka – oczywiście spragnieni zimnych napojów, które teraz okazują się bardzo istotnym elementem dnia. Przede mną otwierają się natomiast rozsuwane szklane drzwi, robię krok i… widzę dziewczynę. Wiem, co pomyślicie ale to co ujrzały moje oczy po prostu wbiło mnie w ziemię. makro-cash-and-carry-sprawyfirmowe-pl Dziewczyna owa rozdawała kawę i jakieś ulotki. Mimo miękkich nóg podchodzę zachęcony wzrokiem i biorę kawę, dostaję również ulotkę i jestem uraczony opisem i krótką rozmową, która kończy się zaproszeniem do ankiety. Moje oczy są ciągle na oczach tej dziewczyny… Daruje sobie opis, by próbowałem i po przeczytaniu stwierdziłem, że dam sobie z tym spokój. Myślę jednak, że wiecie o co mi chodzi, to taki moment gdy wszystko w was gra, gdy chce wam się tam po prostu postać, pogadać i popatrzeć a dzień wydaje się idealny w pięknych kolorach. Taaaak… więc wracając to udało mi się nawet z nią trochę pogadać i dowiedzieć się, że pracuje dziale promocji Makro Cash & Carry Polska. Wydawała się zadowolona z życia i na moje o to pytanie uśmiechnęła się szeroko, stałem tam dobre pół godziny do czasu aż zadzwonił telefon od wspomnianych kolegów, którzy jak się okazało już byli dawno z powrotem na naszym kempie. Morał jest prosty – nie wiesz kiedy i nie wiesz jak. Ta dziewczyna jest od ponad dwóch lat moją żoną ;]