Mamuśka, deska do prasowania… żegnaj wspaniała soboto!

Jaaaaaaaa cię kręcę ;]. Jaki ja miałem dzisiaj dzień! Jest sobota więc to dzień lenia i nic nie robienia. Wstaję zazwyczaj około dziesiątej i zabieram się za śniadanie. Tak samo było dzisiaj, wstałem i wolnym krokiem do łazienki ochlapać twarz ;]. Cisza, spokój, ja i rześki prysznic. Uwielbiam takie dni. Moment po wyjściu spod prysznica dzwonek do drzwi i za drzwiami kto? Moja mamuśka. Nie robi mi takich niespodzianek więc zdziwiony i przekonany, że coś się musiało stać otworzyłem drzwi. Proste, że coś się stało.vileda Deska do prasowania się jej zepsuła, ojciec jest w sanatorium, a ona ma cały pokój prasowania. Oczywiście kupi sobie sama deskę ale co z tego jak jej nie „zatacha” do domu. Wiem, rozumiem i pewnie, że pomogę ale dlaczego akurat w sobotę przed południem się pytam! Tak chyba kobiety w tym wieku mają – nie obrażając innych mamusiek ;]. Energia i jeszcze więcej energii. Co miałem zrobić, chwyciłem jedną kanapkę w łapę i pojechałem z mamuśką do paskudnego centrum handlowego. Swoją drogą uważam, że powinny być one zamknięte, kiedy ja mam sobotę i dzień lenia ;]. Myślałem, że wybór deski do prasowania to prosta sprawa. Ja swoją wybrałem w pięć minut. To jednak nie było proste, a wręcz okazało się kosmicznie trudne :[. Nic co było w sklepie nie podobało się mojej energicznej starszej. Jedna za mała, druga za ciężka, a trzecia bez podstawki pod żelazko? Nie będę się rozpisywał w ilu sklepach byłem i jakie to ja deski widziałem ale mogę śmiało powiedzieć, że jeżeli ktoś będzie chciał kiedyś kupić deskę do prasowania i będzie miał problem, może śmiało uderzać do mnie. O deskach, obecnie wiem wszystko ;]. Po około trzech godzinach wybraliśmy deskę odpowiednio dużą, z podstawką na żelazko, z kontaktem, która jest w miarę lekka i łatwo się składa. Jednym słowem deska idealna – o ile się nie mylę, vileda. Z trzech godzin zrobiło się sześć bo jeszcze musiałem pomóc w zakupach, a później trzeba było obrać ziemniaki i w końcu je zjeść bo przecież tak marnie wyglądam… ;]. Generalnie sobota zamieniła się w mały koszmarek ale przynajmniej na końcu usłyszałem, że jestem najlepszym synkiem na świecie. He, można? Można – nawet w sobotę ;].