Pechowy biurowiec

Nie wiem czy ktoś w ogóle pamięta ale pisałem kiedyś, że pomagałem tworzyć przestrzeń biurową z naszą panią architekt w nowym budynku. Wszystko poszło sprawnie i szybko, a efekt całkiem niezły – w końcu nie wypada mi się chwalić ;]. Niestety na tym chyba koniec plusów naszego nowego biurowca bo od tamtej pory są ciągle jakieś problemy. apteczki pierwszej pomocyZaraz na początku okazało się, że nie ma prądu i szybko nie będzie, ponieważ coś jest nie tak z instalacją. Jedyne szczęście, że nie trzeba było kuć i wiercić na naszym piętrze! Minął miesiąc i w momencie, kiedy włączyli prąd i wydawało się, że wszystko już w porządku zaczęły się problemy z ogrzewaniem. Praca w pomieszczeniu gdzie jest 10 stopni jest niestety niemożliwa dlatego ekipa z tamtego biurowca została przeniesiona na kilka dni do nas. Było to dosyć ekstremalne rozwiązanie bo było nas dwa razy tyle ale co zrobić – nie było wyjścia. Po tym incydencie aż do teraz był spokój. Z początku szef śmiał się, że to chyba jakaś klątwa ale przecież takie sytuacje zdarzają się dosyć często w trakcie remontów itp. Przestał się śmiać kilka dni temu gdy okazało się, że klimatyzacja wysiadła. Może niektórym wydawać się, że nie jest to jakiś duży problem bo przecież jeszcze do niedawna można było pomarzyć o klimatyzacji ale niestety nasz nowy biurowiec znajduje się w centrum miasta gdzie jest głośno, duszno i do tego od południa słońce świeci centralnie na biura. Niestety nakłada się również architektura naszego nowego biurowca. Zajmujemy tam drugie piętro, które jest całkowicie oszklone. Praca w takim pomieszczeniu, kiedy na dworze temperatura przekracza 25 stopni jest wyjątkowo uciążliwa i nieprzyjemna. Problem z klimatyzacją okazał się na tyle duży, że szef ponownie postanowił ściągnąć tamtą ekipę do nas. Czuję, że nasze biura stały się jak „apteczka pierwszej pomocy”. To będą ciężkie i długie dwa tygodnie.