Początki mojej pasji… ;]

Pamiętam jak byłem dzieckiem, rodzice zabierali mnie do mojego wujka architekta. Oni spędzali czas na plotkowaniu i grach na świeżym powietrzu, a ja wędrowałem po jego pracowni. Miał ogromny dom z pięknym ogrodem, a obok mały domek gdzie miał swoją pracownię. Odkąd pamiętam byłem zafascynowany jego biurem. Na środku miał duże drewniane biurko ze sklejki i dziwny obrotowy fotel, który nie miał oparcia. Oczywiście wujek oprowadził mnie kilka razy i wytłumaczył co do czego służy ale ja ciągle chciałem wiedzieć więcej. On w końcu zrezygnował z oprowadzania mnie po swoim biurze bo chyba zrozumiał, że nigdy nie będę miał dość ;]. kalendarze scienneIm starszy byłem tym bardziej lubiłem tam jeździć. Wszyscy siedzieli przy grillu na dworze, a ja z książką w ręku w jego pracowni. Pamiętam jak któregoś razu wszyscy pojechali nad jezioro, a ja postanowiłem skorzystać z nieobecności rodzinki i zacząłem zwiedzać jego gigantyczny dom. Zdziwiłem się bardzo bo w piwnicy znalazłem drugą pracownię wuja, o której nigdy nic nie wspominał. Byłem w szoku bo miejsce bardzo różniło się od pracowni w domku gościnnym. Na ścianach wisiały kalendarze ścienne, a na nich piękne rozebrane panie. Tak, to chyba był pierwszy raz, kiedy widziałem takie kobiety w takich pozach ;]. Na ścianie wisiały szklane półki, które uginały się pod ciężarem butelek z brązową i przezroczystą cieczą w środku. Co nie wydało mi się dziwne, na środku zamiast biurka i narzędzi stała gigantyczna bordowa sofa. Z tego pamiętam, bardzo miękka ;]. Jakby tego jeszcze było mało, w rogu stało duże drewniane radio. Byłem już na tyle duży, że wiedziałem jak je włączyć co też szybko uczyniłem. Z głośników popłynęła muzyka, która wywołała dreszcze na moich plecach. Niesamowity, lekko zachrypnięty kobiecy głos. Śpiewała o rzeczach wówczas niezrozumiałych dla mnie ale chyba bardzo ciekawych bo nie mogłem przestać słuchać. On i ona na sofie, w akrobatycznych pozycjach… jakoś tak to szło ;]. Możecie sobie wyobrazić jak się przestraszyłem, kiedy tak zasłuchany zostałem szarpnięty za ramię! Rodzinka wróciła wcześniej i wuj znalazł mnie w jego drugiej pracowni. Krzyknął na mnie, że nie wolno mi tu wchodzić i zaraz spierze mnie na kwaśne jabłko jak w sekundę nie znajdę się na dworze. Co miałem zrobić, przestraszony poleciałem na górę. Długo się później zastanawiałem co to za dziwna pracownia. Obecnie już wiem, że to nie była pracownia, a pokój relaksu jak ją nazwał wuj ;]. Do dzisiaj się zastanawiam czy moje hobby w postaci projektowania nie zaczęło się właśnie na działce u wuja. Pewnie się zastanawiacie skąd te wspomnienia? Za dwa tygodnie jadę odwiedzić to miejsce i wuja ;].