Dziecko w pracy…

Dzisiejszy dzień wykończył mnie totalnie. Dlaczego? Awaria w przedszkolu (nie wiem jak to możliwe ale większość z naszych pracowników ma dzieci w tym samym przedszkolu) i prawie połowa pracowników musiała przyprowadzić do pracy swoje dzieci. Tak wiem, mi też się zdarzyło przyjechać do roboty z dzieckiem mojej siostry ale ten dzieciak jest aniołkiem w porównaniu do tych, które były dzisiaj u nas w biurowcu. Myślałem do niedawna, że syn mojej siostry jest rozpuszczony ale widać się myliłem… . Nie wiem co się dzieje z tymi dzieciakami ale wydaje mi się, że winnym ich zachowaniu jest tylko jedna strona: rodzic. Dzieciaki są rozpuszczone i na każdą formę sprzeciwu reagują agresją i płaczem. Wyczerpani, na maksa wnerwieni opiekunowie mają dosyć i odpuszczają byle tylko dzieciak się w końcu zamknął. Rzecz jasna użyłem słowa „zamknął” celowo bo tak to wygląda. Do mojego biura wpadł rozkrzyczany mały czterolatek. Za nim nasza sekretarka, która jest jego ciocią. Mały wskoczył na krzesło i zaczął wyciągać długopisy i rysować nimi bo biurku. Poprosiłem grzecznie dzieciaka, żeby odłożył długopis bo to nie zabawka ale on nic sobie z tego nie robił. Po kilku minutach rozmowy, a właściwie monologu poprosiłem sekretarkę aby wyszła, zamknąłem drzwi, opuściłem żaluzje i kucnąłem przed chłopcem. Powiedziałem najbardziej sucho i nieprzyjemnie jak potrafiłem, że jeżeli natychmiast nie odłoży długopisów i nie zacznie słuchać swojej cioci to pożałuje. Chyba był w szoku bo natychmiast na mnie spojrzał i przestał się ruszać. Byłem pewien, że już mam spokój i dzieciak zrozumiał, a on w tej samej chwili zaczął wrzeszczeć i ryczeć. Sekretarka wpadła do pokoju, zmroziła mnie wzrokiem i zabrała małego cwaniaka. Nie chce mi się pisać jak wyglądała reszta mojego dnia bo nie było zbyt kolorowo… . Jedyny plus dzisiejszej sytuacji to to, że uzmysłowiłem sobie, że jeszcze nie chcę dzieci ;].

Źródło ikony wpisu: parentstakecharge.com