Ciężki dzień

Dzisiaj w firmie znowu urwanie głowy. Ja na moim stanowisku zwykle robię konkretne rzeczy jednak dzisiaj z uwagi na pewne okoliczności robiłem… wszystko. W planie była nadchodząca telekonferencja, a od rana odbyło się również kilka hangout’ów. Także sporo jak na zwykły wtorkowy dzień. W pewnym momencie zlecono mi nawet zrobienie kawy ale nie dałem się tak łatwo i przekazałem to „zlecenie” stażyście. Dzień biegł bardzo szybko, jednak ciągle nie chciał się skończyć mimo szalonego tempa. Stałem przy ksero kopiując niezbędne dokumenty, w pewnym momencie maszyna przestała współpracować. Brak papieru… w tym momencie pomyślałem, że to doskonały moment by wybyć poza biuro. Wziąłem pieniądze, nałożyłem marynarkę i rzuciłem krótko pierwszej napotkanej osobie, że idę po papier kserograficzny i za niedługo wrócę. Zaraz po wyjściu z biurowca, odetchnąłem świeżym powietrzem. Kolejna myśl nadeszła – tym razem ta o zmianie pracy. Przełożyłem ją na weekend by mieć teraz względny spokój. Minąłem pierwszy papierniczy świadomie gdyż nigdy nie przepadałem za sprzedawcą, który był wyjątkowym gburem. Postanowiłem pójść w jakieś nowe miejsce, znalazłem mały branżowy market z zaopatrzeniem plastyczno-biurowym. Fajnie, wchodzę! Leniwie przechodząc po alejkach w poszukiwaniu papieru kserograficznego obserwowałem jakby z odrazą pozostałe akcesoria biurowe. Na same wspomnienie dzisiejszego dnia w biurze robiło się nieciekawie. Patrzę, rozglądam się, czytam opisy i etykiety – jest ryza papieru. Kserograficzny, biały, klasa A – podpisany jak trzeba. Nagle za mną kobiecy głos, pyta czy w czymś pomóc. Odwracam się trochę z ciekawością, trochę z normalnej grzeczności. Moim oczom okazuje się drobna blondynka o fioletowo niebieskich oczach (soczewki!?), szeroko uśmiechnięta i gotowa do pomocy. usmiech-papierowy Tego mi było trzeba, trochę uśmiechu i normalnej ludzkiej grzeczności. Po szybkiej wymianie zdań i określeniu mych „pracowych” potrzeb dostałem 2 ryzy pod pachę i mogłem się udać już do kasy. Jednak postanowiłem zadać jeszcze jedno pytanie, trochę egoistyczne bo zadawałem je po to by zabrać trochę tej pozytywnej energii ze sobą do biura by móc dotrwać do końca dnia: jak Pani mija dzień spytałem? Mój uśmiech spotkał się z uśmiechem i szczerą oczekiwaną pozytywną odpowiedzią. Jak człowiek z człowiekiem pomyślałem – muszę to rozpowszechnić w naszym szarym, ponurym i zapracowanym biurze. Koniecznie.